KUPUJĘ LOKALNIE, RATUJĘ KSIĘGARNIE


Ponad rok temu, gdy Kluboksięgarnia FiKa mieściła się jeszcze w swej pierwszej siedzibie – w Muzeum Narodowym na Wałach Chrobrego – zobaczyłam tam jedną z ukochanych książek dzieciństwa: „Pożyczalscy pomszczeni”. Od razu kupiłam i postanowiłam zdobyć pozostałe tomy (bo to był piąty, zamykający cykl opowieści o rodzie Pożyczalskich). Kupiłam pozostałe.

W Arosie, internetowej księgarni, dyskoncie książkowym. Bo były za pół ceny.

W ostatnich tygodniach tegorocznych wakacji spotkałam w Fice kolejną dawną książkową sympatię – „Matyldę” – i zapałałam znaną bibliopatom żądzą zdobycia wszystkich książek danego autora. Obecnie zbieram kolejne tomy Dahla.

Chcecie znaleźć różnice na tych dwóch obrazkach? Proszę bardzo, są trzy: FiKa zmieniła lokalizację. Ja jestem o rok starsza. Te książki Dahla kupuję już nie w Arosie, a w Fice. Chociaż jest drożej, czy raczej, mówiąc dokładniej – jest taka cena, jaką przewidział wydawca, a nie cena zniżkowa, dyskontowa.

I wiecie co? Jestem zadowolona. Więcej, jestem z siebie dumna.

W czym rzecz? Aros to wspaniała księgarnia internetowa i pewnie jeszcze wiele razy z niej skorzystam, jeśli chodzi o literaturę fachową – zniżki są naprawdę cudowne. Ale książki dostępne w lokalnych księgarniach będę się starała kupować właśnie w nich.

To małe oświecenio-przełamanie przeżyłam po imprezie „Przesuwanie FiKi”, o której pisałam w jednym z moich ostatnich felietonów na „Kobiecej Sprawie”. Najnowsza siedziba Kluboksięgarni FiKa podoba mi się ogromnie i coraz bardziej lubię spędzać tam czas. Bardzo też lubię Między Wierszami – umieszczoną na Jasnych Błoniach księgarnię i kawiarnię w jednym (dobre lody, pyszna tarta, wspaniałe fotele i tam właśnie dorwałam biografię Pameli L. Travers, twórczyni Mary Poppins). Nie chciałabym któregoś dnia zobaczyć wywieszki „Kończymy działalność” ani na drzwiach FiKi, ani na drzwiach Między Wierszami. A przecież to się właśnie może stać, jeśli będę wybierać książkowe dyskonty.

Wreszcie do mnie dotarło – albo raczej pozwoliłam sobie uświadomić to mojemu wewnętrznemu Sknerusowi McKsiążkowi: tańsza książka na dalszą metę może przynieść mi sporo smutku. Myśl „och, co ja jedna mogę, nic się nie stanie, gdy kupię taniej, niech drożej kupują inni” jest z gruntu fałszywa – inni to właśnie ja i kolejne pojedyncze osoby, które dokonują takiego albo takiego wyboru zakupowego. Myśl „niech kupują ci, których na to stać” też nie jest do końca w porządku. Nie opływam w luksusy – podobnie jak duża część społeczeństwa czytającego i kupującego książki. Nie muszę kupować tuzinami ani wszystkiego. Jeśli już jednak decyduję się na jakiś konkretny książkowy zakup, to może mogę go zrobić właśnie lokalnie? Może choć co trzecia lub co piąta książka będzie książką kupioną w lokalnej księgarni?

Między Wierszami: jeden z klimatycznych zakątków wśród półek.

(Właśnie sobie przypomniałam, że jeszcze wcześniej taka sama refleksja, tylko w formie szczątkowej, dopadła mnie właśnie przy zakupie biografii Travers. Zdjęłam książkę z półki, spojrzałam na cenę, stwierdziłam: „E, poszukam w Arosie, będzie taniej”, odłożyłam. Usiadłam. Pomyślałam: „A jak potem wszyscy pójdą do Arosa, to mi zamkną Między Wierszami i będzie kicha”. Wstałam, wzięłam książkę. Jeszcze ze dwa albo trzy razy się wahałam i mocowałam sama ze sobą. Skończyłam przy kasie, płacąc za Travers tyle, ile przewidział wydawca).

Aros i podobne księgarnie internetowe mogą sobie pozwolić na wielkie zniżki – sprzedają hurtowo, mają wiele zamówień, być może dostają też jakieś rabaty (nie wiem tego, to tylko domysł). W każdym razie muszą wychodzić na swoje, inaczej by nie obniżały cen. Księgarnie lokalne – nie molochy sprzedające jak leci, tylko wyspecjalizowane i kameralne punkty – na tego rodzaju rabacenie pozwolić sobie nie mogą. Nie dadzą mi więc książki za pół ceny – bo nie mają możliwości. Ale dadzą mi coś innego, coś, czego księgarnia internetowa dać nie potrafi, bo i nie taka jej rola – dadzą mi siebie. Przestrzeń, klimat, ludzi, czas.

W Między Wierszami można zanurzyć się w wielkim, wygodnym fotelu; można posiedzieć na parterze (półki z książkami, te fotele, klimat kojarzący się trochę ze staroświecką biblioteką domową); można pójść na piętro, gdzie są nowoczesne stoliki, albo wybrać ogródek przed budynkiem. Lubię tam zajrzeć, gdy jestem na Błoniach, chcę popracować, odpocząć, spotkać się z kimś.

W Fice powoli odkrywam nową przestrzeń. Już polubiłam parapet wystawowy, na którym można siadać i obserwować, co się dzieje w tak zwanej Alei Fontann. Nie mogę się doczekać wykończenia pokoiku na piętrze – coś czuję, że będę tam często wpadać z laptopem, by napisać felieton lub post. Dobrze mi się siedzi na kolorowych, przytulnych fotelach w głównej, wypełnionej książkami części; i nie mogę się doczekać obejrzenia malunków sów, które już powstają. Plus coś jeszcze: w ten piątek w Fice rusza pierwsze spotkanie Klubu FikoFilów, spotkanie, w którego zainicjowaniu mam swój udział; spotkanie, podczas którego w mniejszej lub większej grupie miłośników książek (i nie tylko książek, i nie tylko książek dla dzieci) będziemy rozmawiać – o książkach właśnie, o Szczecinie i o czym tylko przyjdzie nam do głowy. Od pewnego czasu bardzo mi brakowało takiego miejsca, takiego zgrupowania ludzi – teraz je dostanę.

Kluboksięgarnia FiKa:bibliopatyczna sowa sprzątnęła mi książki sprzed nosa!

Pomyślałam sobie, że tak na logikę biorąc, zostanę prawdziwym memowym Januszem, jeśli książki dostępne w Fice czy Między Wierszami będę kupować w księgarniach internetowych, bo tam taniej, a potem – za miesiąc, rok czy dekadę – będę chodzić po mieście oburzona, bo mi zamknęli ulubioną kluboksięgarnię, będę pomstować: „Co za wiocha i co za barbarzyńcy, że też nikt nie wspierał tej księgarni, by nie upadła!”, będę mówić z niesmakiem: „W tym Szczecinie to się nic fajnego nie utrzyma, ledwo otworzą, to zaraz zamkną, tylko jakieś tandety pozostały i nie ma gdzie pójść”. Baśko-Januszu, a jak się miały utrzymać i nie zamknąć, skoro ty (ja) i cała reszta takich jak ty (ja) wprawdzie chętnie wpadała na chwilę, korzystała z przyjemnego klimatu etc., ale książki to już kupowała gdzie indziej, bo taniej?

(To trochę jak nie iść na wybory, a potem się wściekać, że wygrała znienawidzona partia, że partia popierana dostała za mało głosów i w ogóle „czemu gromada leniwych kretynów nie ruszyła tyłka i nie poszła głosować”).

W tej chwili kupowanie w lokalnych księgarniach traktuję jako swoją osobistą małą misję. Nie uratuję całego świata, ale mogę uratować drobny kawałek. Książki dostępne lokalnie kupuję lokalnie, w tych moich ulubionych księgarniach. Przy okazji: to nie tylko książki dla dzieci. Wprawdzie w Między Wierszami dopadłam śliczny zbiór opowiadań Beatrix Potter, a w Fice kolekcjonuję Dahla, ale książki dla dorosłych też tam są – choćby wspomniana biografia Travers z Między Wierszami czy „Egzorcysta” i kilka innych tomów opowieści grozy, które kuszą na Fikowej półce („Egzorcystę” wyniosłam po wspomnianej wcześniej imprezie wraz z „Matyldą”).

To moje obecne hasło, którego używam, by znajomym sugerującym „poszukaj sobie tam czy tam, będzie taniej” wyjaśnić, dlaczego jednak nie poszukam taniej: kupuję lokalnie, bo ratuję księgarnie. Jestem Wielkim Zakupowym Ratowaczem Lokalnych Księgarni (ładnie brzmi. Muszę sobie zrobić taką naklejkę na portfel). Mam swój udział w tym, że moje ulubione miejsca sprawnie funkcjonują. Kupuję rzadziej, mniej, ale właśnie w tych punktach, nie w dyskontach, na wyprzedażach i innych.

Bo chcę móc tam pójść, gdy tylko pojawi się ochota – do FiKi, do Między Wierszami, do innej lokalnej księgarni, która uwiedzie mnie swoim klimatem i da mi więcej niż tylko możliwość zakupu. Bo chcę mieć poczucie, że wspieram to, co jest mi bliskie. Bo zwyczajnie, po prostu – jako użytkownik i sympatyk tych miejsc czuję się też za nie odrobinę odpowiedzialna.

Więc ratuję księgarnie. Kupując lokalnie.

fot.: stąd, stąd i stąd

CONVERSATION

39 komentarze:

  1. Zacna inicjatywa w czasie, gdy wygrywają duże marki, księgarnie internetowe czy portale typu allegro - im taniej tym lepiej. Przyznam, że nigdy nie oczarowała mnie lokalna księgarnia. Zwykle spotykałam się z osiedlowymi ciasnymi boksami z książkami, ale miejsce które miałoby książki, miejsce by usiąść wypić kawę poczytać, popracować - kawiarnio-księgarnia, byłoby dla mnie idealne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że te moje lokalsy mogłyby Cię oczarować. Fakt, trudno poczuć magię książkową i okołoksiążkową w ciasnej klitce, ale połączenie księgarni i kawiarni to jest właśnie to, czego trzeba :)

      Usuń
  2. Bardzo czesto kodzystam z arosa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię Arosa - ale teraz niektórych pozycji celowo nie będę tam kupować.

      Usuń
  3. U mnie jest bardzo mało tego rodzaju miejsc, niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może potrzebują czasu, by się rozmnożyć. W Szczecinie na dobrą sprawę też nie ma ich zbyt dużo, choć coraz popularniejsze staje się coś innego - półki bookcrossingowe w kawiarniach. Ostatnio znalazłam jeden bookcrossingowy punkt w piekarni!

      Usuń
  4. Lubię małe księgarnie, niestety jest ich coraz mniej. Mieszkam za granicą i w ogóle nie mam dostępu do literatury w języku polskim.Raz na jakiś czas wpadam do kraju i robię zakupy hurtowo. Z księgarni internetowych w ogóle nie korzystam. Ale zdarza mi się wejść do empiku.

    Lokalna księgarnia kojarzy mi się z klimatycznym miejscem, fachową obsługą ludzi, którzy naprawdę kochają książki i z jakimś kotem wygrzewającym się w witrynie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobne skojarzenia :) Kotów w tych moich punktach nie uświadczyłam, za to w Fice podczas imprezy był pies jednej z uczestniczek. Może następnym razem wezmę swojego :D
      Kiedyś w Empiku były punkty kawiarniane - pamiętam sprzed 7-8 lat część wydzieloną na kawiarnię w Empiku w Galaxy. Szkoda, że to skasowali. Może uznali, że za dużo ludzi czyta tam książki, a ich nie kupuje? Ale i tak szkoda.

      Usuń
  5. Prawda jest taka, że żadna internetowa księgarnia nie zastąpi prawdziwej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że nie, nie da się wirtualnie załatwić tego klimatu :) A już klimatu kluboksięgarni nic nie podrobi.

      Usuń
  6. Bardzo żałuję, że w mojej okolicy nie ma takich małych księgarni. Jak mogę staram się za to wspierać inne biznesy: kwiaciarnie, sklepy spożywcze, knajpki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też dobre lokalne ratowanie! Ja poza kluboksięgarniami mam ukochaną herbaciarnię i dwie lodziarnie, muszę się też bardziej zaprzyjaźnić z moim przywiejskim zieleniakiem :)

      Usuń
  7. Życie jest coraz droższe i każdy będzie szukał oszczędności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OK, każdy może szukać oszczędności, gdzie chce, ale tu chodzi też o pewną konsekwencję. Jeśli chcesz kupować książki tanio i tyle, Twoje prawo; ale jeśli chcesz mieć jednocześnie w pobliżu fajne, klimatyczne miejsce, do którego możesz iść nie tylko po książki i które ogromnie lubisz, to jedno z dwojga: albo wspieraj to miejsce jako klient, nabywca, albo nie miej pretensji, gdy to miejsce zamkną, bo nie przynosiło dochodów. Ludzie wybierają, na czym chcą oszczędzać i oszczędzają głównie na tym, co jest dla nich mniej ważne, a na ważne potrafią nieraz wygrzebać pieniądze spod ziemi. Ja wybrałam lokalne księgarnie jako jeden z ważnych dla mnie elementów mojej szczecińskiej codzienności, więc kupię jedną książkę w miesiącu zamiast trzech - ale kupię właśnie tam.

      Usuń
  8. Chwwliy się takie inicjatywy, nie jestem pewna czy u mnie lokalna księgarnia nie upadła:/ emipk czy internet chyba ja zniszczył

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem pewna, że kilkanaście lat temu upadł Matras, bo obok wyrosło mu Galaxy z Empikiem :( Teraz sam Empik ma spora konkurencję, ale też zmienia się społeczne podejście - coraz więcej ludzi domaga się lokalnych punktów i widzi plusy takich kluboksięgarni. A to mnie naprawdę cieszy. Kluboksięgarnie, klimatyczne kawiarnie, tematyczne punkty odpoczynkowo-gastronomiczne - wspaniała sprawa. Muszę też zacząć pilnować, by częściej chodzić do kina Pionier, żeby go multipleksy nie zeżarły.

      Usuń
  9. Niestety, albo stety ja jestem zwolenniczką zakupów internetowych, ze względu na swoją niepełnosprawność i komfort.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę zrozumieć - i jasne, że w takim wypadku Twój komfort to podstawa. Jeśli jednak będziesz miała kiedyś gdzieś po drodze jakąś kluboksięgarnię, zajrzyj koniecznie, porównamy wrażenia. A co do zakupów internetowych - niektóre internetowe antykwariaty mają takie niesamowite tytuły, że z wrażenia (pozytywnego) człowiek przez kilka minut siedzi z głupio otwartymi ustami.

      Usuń
  10. Szczerze? Jesli moge na czyns zaoszczedzic - to robie to. Ksiazki i tak czytuje w domu albo w plenerze, ksiegarnie i kawiarnie mnie nie przekonuja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, to Twoje prawo. Ale jeśli Cię nie przekonują, to też nie będziesz potem chodzić i się foszyć, że coś Ci zamknęli, chociaż tego nie wspierałaś.
      Inna sprawa, że niektóre z tych miejsc oferują świetne zajęcia dla dzieci, również bezpłatne, więc czasem warto sprawdzić, czy w takiej kluboksięgarni w pobliżu jest coś, co mogłoby się okazać dla Was interesujące.

      Usuń
  11. Nie wiem czy kiedykolwiek całkiem potrafiłabym zrezygnować z Arosa ale... w Miedzy Wierszami bywam, w Fice w nowej miejscówce jeszcze nie miałam okazji być i bywa, że wspieram- kupuje też lokalnie. A własna kawiarnio- księgarnia to moje marzenie od lat... siedziałabym w wygodnym fotelu i osobiście czytała dzieciom bajki :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z Arosa też nie zamierzam rezygnować tak zupełnie - jest bardzo przydatny. Ale jeśli tylko dam radę, kupię lokalnie :)
      Nowa FiKa jest śliczna, a jutro spotykamy się o 18 większą grupą, więc może zajrzysz?
      Gdy założysz kiedyś taką kluboksięgarnię, daj znać, przyjdę pobuszować w Twoich zbiorach ;)

      Usuń
  12. Często w sprawie książek działa impulsywnie, tak więc dla mnie małe księgarnie to jedne z ulubionych miejsc, gdzie często najbardziej liczy się to, że książkę dosłownie można chwycić do ręki. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nawet pogadać z księgarzem-pasjonatą :)

      Usuń
  13. Ja zaś jestem z tych, którzy w ogóle nie kupują książek. Wolę iść do biblioteki, przeczytać i oddać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też można;) Ja lubię mieć pewne tytuły na własność i zawsze pod ręką, zwłaszcza te, do których często wracam.

      Usuń
  14. Strasznie podoba mi ta sowa na ścianie

    https://emi-skucinska.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też, ogromnie. A jutro zobaczę ją na żywo :)

      Usuń
  15. Oh, jak ja Ciebie rozumiem. Niestety mnie nie udało się uratować naszej cudownej, klimatycznej, lokalnej księgarni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję - niestety nie zawsze się uda (dlatego tym bardziej warto próbować z całych sił). Klimatyczna lokalna księgarnia to coś, co naprawdę chciałoby się mieć w swoim mieście.

      Usuń
  16. U mnie też ciężko z takimi miejscami. Nawet nie wiem, czy w ogóle są. Aż muszę sobie to później sprawdzić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszamy na Książki Kupuję Kameralnie na FB. Tam jest mapa kameralnych księgarń :)

      Usuń
    2. Sprawdź, może sama się pozytywnie zdziwisz :)

      Usuń
  17. racja coraz mniej jest zwykłych 'staromodnych księgarni " niestety :(

    Jestem tu nowa :( https://clickastris.blogspot.com/ <3
    Jeśli śię spodoba proszę o follow <3 :* :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, bo i na pewno trudniej im się utrzymać. Ale na szczęście wciąż są i mają świetne pomysły na swoją działalność :)

      Usuń
  18. Wraz ze znikaniem lokalnych księgarń . ubożeje rynek księgarski. Coraz trudniej wybrać odpowiednią książkę dla siebie. Promuje się cęsto bardzo słabe książki, żeby nie powiedzieć gniot.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te kiepskie często łatwiej wypromować; ale to też kwestia tego, co się rozumie przez kiepskie lub gnioty. Poza tym "słabsza" literatura też jest człowiekowi potrzebna, choćby do odprężenia i rozrywki ;)
      Natomiast na pewno łatwiej wybrać dobrą dla siebie książkę, gdy można nie tylko ją w księgarni przejrzeć, lecz również o niej pogadać - z księgarzem, z innymi osobami, które zaglądają do danego lokalu książkowego. Zwłaszcza księgarz, który umie rozmawiać o literaturze i dzieli się osobistymi odczuciami na temat tego, co stoi na półce, to wspaniała sprawa.

      Usuń
  19. Ja mam tylko jedną zasadę - nie kupować w Empiku. :D Bojkotuję zakupy w nim odkąd usłyszałam na studiach, że Empik zalega z płatnościami dla wydawnictw przez wiele miesięcy, BO MOŻE. Poza tym ceny w nim są odstraszające. Ja nie mam takiej lokalnej księgarni, którą bym lubiła i zawsze kupuję na Bonito, ew. ebooki w Woblinku. Przyznam, że mi coraz bliżej do bycia true-eko-świrem i chcę się przerzucić całkowicie na ebooki, a książki kupować sporadycznie. Ale Twoja inicjatywa jest zacna i rzeczywiście zmiany należy zaczynać od siebie - i to chyba najważniejsze przesłanie Twojego tekstu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tego nie wiedziałam o Empiku. Obecnie kupuję tam niemal wyłącznie gazety, natomiast sam Empik powoli zamienia się w magazyn wszystkiego; i o ile sama obecność gier, zeszytów, długopisów, kubków, innej drobnicy etc. mi nie przeszkadza, o tyle nie odbieram już Empika jako księgarni - to zwykły bazar.
      E-booków akurat nie lubię, zupełnie ich nie czuję (choć doceniam). Ale widzę, że tu też jesteś sobie wierna, skoro e-booki kupujesz gdzie indziej, nie w Empiku.
      Tak, zmiany należy zaczynać od siebie. Fajnie byłoby zmienić cały świat, ale skoro się nie da, to może rzeczywiście w ramach wprawek - najpierw zmiana mnie samej? ;)

      Usuń

Back
to top